Adrianna Gąsiorek - „Podróże” polskich dzieł sztuki

Obraz "Rzeczywistość" autorstwa Jacka Malczewskiego

W kulturalnym światku zawrzało, a w relacjach polsko-niemieckich znalazł się kolejny element będący kością niezgody. Wszystko za sprawą “Rzeczywistości” Jacka Malczewskiego. Oczywiście z sytuacją, w której polskie dzieła sztuki odnajdywane są wśród arystokratycznych rodzin naszych zachodnich sąsiadów, mamy do czynienia dość często. Pikanterii w owym przypadku dodaje jednak fakt, iż obraz został oficjalnie wystawiony na licytację. 

Malczewski – szemrana transakcja 

„Rzeczywistość” została warunkowo sprzedana na aukcji w DESIE za 17 mln zł. Do realizacji transakcji i wydania obrazu dojdzie, gdy zostanie ustalony stan prawny obrazu.

Wraz z opłatami na rzecz domu akcyjnego, wylicytowana cena „Rzeczywistości” Malczewskiego wyniosła 20 400 000 złotych. To najdrożej sprzedane dzieło na polskim rynku aukcyjnym. Rekordem jest również całkowity obrót aukcji, który wyniósł blisko 44 mln zł.

Do tej pory najdroższym dziełem sztuki w historii polskiego rynku był „Portret damy” Rubensa, który został sprzedany w marcu tego roku za 14,4 mln zł. Spośród polskich prac rekordową kwotę 13,44 mln złotych uzyskał w listopadzie 2021 roku również na aukcji w DESA Unicum obraz „Dwie mężatki” Andrzeja Wróblewskiego.

Obecnie jednak nie możemy być pewni, czy transakcja dojdzie do skutku. Prokuratura bada stan prawny i proweniencję dzieła. Chodzi o ustalenie, czy wywóz dzieła z Polski w latach 50. przez jego ówczesnych właścicieli odbył się zgodnie z prawem, czy posiadali oni pozwolenie na wywóz obrazu. 

Dom aukcyjny DESA, który zajmuje się sprzedażą dzieł sztuki, przedstawił swoje stanowisko, które ma potwierdzać, iż nic nie stoi na przeszkodzie, aby “Rzeczywistość” mogła zmienić właściciela. Według zgromadzonych przez nich dokumentów wynika, iż wspomniany obraz stał się własnością polsko-niemieckiej rodziny przed 1939 r. “W latach 50. (pomiędzy 1954 a 1956 r.) przeprowadziła się ona z Polski do RFN na skutek akcji łączenia rodzin. Zabrała ze sobą obraz jako mienie przesiedleńcze”.

Według dokumentów w 1957 roku obraz znajdował się w RFN. W 2021 roku dzieło zostało wystawione na aukcję na austriackim ebay’u, przez spadkobiercę rodziny. Pracownicy DESA zobaczyli obraz Malczewskiego na internetowej aukcji i od razu skontaktowali się z jego właścicielem. Ostatecznie, po udzieleniu zgody przez właściwy niemiecki urząd na stały wywóz do Polski, obraz trafił na aukcję.

Według dyrektor Centrum Informacyjnego MKiDN Anny Pawłowskiej-Pojawy, „Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego podjęło działania zmierzające do ustalenia losów obrazu i jego aktualnego statusu prawnego”. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zgłosiło do prokuratury podejrzenie o popełnieniu przestępstwa nielegalnego wywiezienia obrazu z Polski w latach 50.

Pawłowska-Pojawa poinformowała, że zważywszy na istnienie poważnych przesłanek uzasadniających podejrzenie, iż obraz był przedmiotem przestępstwa, MKiDN złożyło odpowiednie zawiadomienie do organów ścigania 25 marca 2022 roku, a więc na kilka miesięcy przed wystawieniem obrazu na sprzedaż. Zaznaczyła przy tym, że Dom Aukcyjny DESA Unicum już 7 lutego 2022 r. został uprzedzony przez ministerstwo, że należy liczyć się z podjęciem wobec obrazu działań restytucyjnych.

Natomiast rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz poinformowała, że „po przeanalizowaniu zgromadzonego materiału dowodowego, jak również po odebraniu deklaracji od komisanta i komiteta (domu aukcyjnego i nabywcy obrazu), postanowiła o kontynuowaniu powierzenia obrazu Jacka Malczewskiego “Rzeczywistość” domowi aukcyjnemu”. Dodała, że na obecnym etapie postępowania nie zachodzą przesłanki do niezwłocznego odebrania obrazu dotychczasowemu przechowawcy i powierzenia go innym podmiotom. Tym samym uchylone zostało wcześniej wydane postanowienie prokuratury rejonowej”.

Aukcja odbyła się warunkowo, oznacza to, że transakcja zakupu odbędzie się dopiero po wyjaśnieniu statusu prawnego dzieła. Los “Rzeczywistości” jest zatem nieznany, a rozbieżności w dokumentacji nie ułatwiają sprawy. Musimy jednak liczyć się z tym, że obraz zostanie sprzedany. 

Grabież dzieł – Niemcy i Rosjanie 

Takich sytuacji w historii naszego kraju jest wiele. Polska straciła po wojnie wiele dzieł sztuki. Część z nich zapewne bezpowrotnie została zniszczona. Poszukiwania wielu wciąż trwają. Zdarza się, że niektóre po latach trafiają z powrotem do kraju nad Wisłą. 

Największe straty Polska poniosła w tej dziedzinie w wyniku II wojny światowej. Nie sposób dokładnie ich wyliczyć, ponieważ brakuje wystarczającej bazy dokumentacyjnej – zaraz po wojnie nie były przygotowywane pełne rejestry strat, a część oryginalnej dokumentacji źródłowej została świadomie zniszczona lub wywieziona przez okupantów. Dlatego też najczęściej cytowana liczba – 516 tys. pojedynczych utraconych dzieł sztuki jest oparta na źródłach archiwalnych, nie oddających ogromnego znaczenia strat. Obejmuje ona bowiem wyłącznie te obiekty, które zarejestrowano w latach powojennych, a wówczas skupiano się przede wszystkim na dziełach sztuki dawnej. 

Według informacji Ministerstwa Spraw Zagranicznych przygotowania do grabieży de facto rozpoczęto jeszcze w Niemczech, przed wybuchem działań wojennych. Zespół historyków sztuki wyspecjalizowanych w polskich zbiorach z kontaktów przedwojennych przygotował listę kolekcji prywatnych, jak i muzealnych, które później poszukiwali naziści i początkowo konfiskowali, ale następnie w czasie dalszych grabieży wywozili poza tereny Rzeczypospolitej. Po “wyzwoleniu” akcję wywożenia dóbr kultury z Ziem Zachodnich i Północnych przeprowadzały jednostki wojenne z administracji radzieckiej. Możemy śmiało powiedzieć, że naszym dobrami podzielili się zarówno zachodni, jak i wschodni sąsiedzi. 

Najcenniejsi “zagubieni” 

Rzeźby Wita Stwosza. Ryciny Durera. Obrazy Rubensa. W przedwojennych polskich kolekcjach znajdowały się prawdziwe arcydzieła. W czasie wojny wiele z nich skradziono i wywieziono, głównie do Niemiec. Inne bezmyślnie niszczono. 

Czerwińska antaba

Powszechnie wiadomo, że w czasach II wojny światowej Niemcy masowo wywozili z Polski rzeźby i obrazy. Niewiele osób wie jednak, że dokonywano także mniej oczywistych kradzieży. Okazuje się bowiem, że naziści nie oszczędzali nawet antab, czyli klasztornych kołatek. Ich łupem padła konkretnie jedna, i to nie byle jaka. Kołatka, pierwotnie umocowana na bocznych drzwiach romańskiego kościółka w Czerwińsku, pochodziła z okresu między X a XIII wiekiem. Wykonano ją z brązu. Odlewy takie były wówczas prawdziwą rzadkością. Co jeszcze bardziej nietypowe dla występków dokonywanych w tamtym czasie, sprawcę tej kradzieży znamy z imienia i nazwiska. Był nim profesor historii sztuki Dagobert Frey. Ten sam, który osobiście nadzorował demontaż kominków w Zamku Królewskim w Warszawie. Romańska antaba nigdy nie wróciła do Czerwińska, a dziś prawdopodobnie znajduje się w rękach spadkobierców profesora.

„Święta Anna Samotrzecia z Tarnowa”, Wit Stwosz

Pierwotne umiejscowienie rzeźby Wita Stwosza przedstawiającej świętą Annę Samotrzecią nie jest znane. Do Muzeum Diecezjalnego w Tarnowie, gdzie widziano ją po raz ostatni, przywędrowała prawdopodobnie z krakowskiej kolegiaty Świętej Anny lub z którejś z kaplic kościoła Mariackiego.  W 1940 roku dzieło zostało zrabowane przez Niemców pod pretekstem organizacji wystawy dzieł Wita Stwosza w Norymberdze, rodzinnym mieście rzeźbiarza.

Rzeźba Anny Samotrzeciej nie była jedynym dziełem mistrza, które wywieziono z Polski. Podobny los spotkał figury z ołtarza kościoła Mariackiego, mimo że planowano ich zabezpieczenie. Marta Grzywacz w książce „Obrońca skarbów” tak opisuje zamiary ochrony jednego z największych krakowskich skarbów:

Towarzystwo Miłośników Historii i Zabytków Krakowa w marcu 1938 roku postanawia powołać komitet do ochrony ołtarza Wita Stwosza na wypadek wojny. Karola Estreichera nie ma wówczas na posiedzeniu, przebywa w Sztokholmie, ale wszyscy znają jego opinię: ołtarz mariacki powinien być ewakuowany. Jednak padają też inne propozycje – może wystarczy tylko zabezpieczyć sklepienie świątyni? Albo wybudować schron i z pomocą wyciągów spuścić do niego rzeźby?

Figury tuż po wojnie udało nam się odzyskać. Po tarnowskiej rzeźbie ślad jednak zaginął. Można się tylko zastanawiać, czy gdyby znalazła się w tym samym transporcie, także powróciłaby do Polski.

„PORTRET FRYDERYKA CHOPINA”, AMBROŻY MIEROSZEWSKI

„Portret Fryderyka Chopina” jest jednym z serii zaginionych w wojennej zawierusze portretów całej rodziny Chopinów. Długo wydawało się, że ich odnalezienie graniczy z cudem. Przełom w poszukiwaniach nastąpił w październiku 1976 roku. Maria Lewkowicz, pracowniczka Towarzystwa im. Fryderyka Chopina, podczas leniwego popołudnia spędzanego przed telewizorem zobaczyła na ekranie odbiornika podobiznę siostry kompozytora, Izabelli. Cenny obraz okazał się… elementem wystroju mieszkania bohaterów enerdowskiego filmu obyczajowego „Co tydzień wesele”.

Niedługo potem wyszło na jaw, że portrety przedstawicieli rodziny Chopinów są jednym z ulubionych elementów wystroju enerdowskich scenografów. W innym filmie na ścianie pojawiła się nawet podobizna samego Fryderyka. Strona niemiecka do dziś zarzeka się, że w filmach wykorzystano jedynie kopie zaginionych obrazów. Mimo to jeszcze nie zdecydowała się na zaprezentowanie ich polskim ekspertom.

„Kuszenie św. Antoniego”, Lucas Cranach Starszy

Drzeworyt przedstawiający św. Antoniego Pustelnika pochodził ze zbiorów Jakuba Kabruna, znanego gdańskiego kupca i kolekcjonera. Swego czasu był eksponatem z kolekcji Muzeum Miejskiego w Gdańsku. W czasie II wojny światowej grafikę wywieziono do miasta Gotha w Dolnej Saksonii, a stamtąd – prawdopodobnie do Związku Radzieckiego.

„Wyjazd na polowanie”, Józef Brandt

Pełne ekspresji dzieło polskiego malarza historycznego Józefa Brandta, przedstawiciela szkoły monachijskiej, prawdopodobnie podzieliło losy innych eksponatów wywiezionych z Muzeum Śląskiego w Katowicach. Po jego likwidacji zbiory zostały przetransportowane do Landesmuseum w Bytomiu. Wiele z nich zrabowano lub zniszczono, a pozostałą część rozlokowano po wojnie w okolicznych klasztorach i pałacach.

Dobrą nowiną jest jednak to, że udało nam się odzyskać inne dzieło tego autora, „Niebezpieczną przeprawę”. Obraz ten ma być w przyszłości elementem stałej ekspozycji malarstwa nurtu monachijskiego w Muzeum Śląskim.

„Król Stanisław August ogląda Zamek Warszawski po pożarze w roku 1765”, Bernardo Belotto (Canaletto)

Pożar uratowany przed pożarem – tak można w skrócie przedstawić historię obrazu Canaletta. Podczas pożogi, która w początkach września 1939 roku wybuchła w wyniku bombardowania, obraz przeniesiono z Zamku Królewskiego do Muzeum Narodowego. Niestety, nie był to koniec jego wędrówki. Muzealne eksponaty sukcesywnie stamtąd wywożono. Trafiały najpierw do Krakowa, a następnie – do Rzeszy.

Do dziś nie wiadomo, jakie są dalsze losy obrazu Canaletta. Można się jednak domyślać, że nie był on potraktowany gorzej niż te dzieła sztuki, które zostały w Muzeum. Zabytki, których zawczasu nie wywieziono, w większości spłonęły podczas akcji niszczenia Warszawy po klęsce powstania z 1944 roku.

„Piękna Madonna z Torunia”

Wykonaną z wapienia gotycką figurkę Madonny widywano już ponoć po wojnie. Niemieccy historycy sztuki wysyłali swoim polskim kolegom nieśmiałe sygnały, że może znajdować się ona w jednej z prywatnych kolekcji pod Bonn. Na razie jednak tylko jedno jest pewne: w toruńskim kościele Świętych Janów po rzeźbie pozostała jedynie jej podstawa. Madonny jak nie było, tak nie ma. Należy dodać, że nazistowska grabież bynajmniej nie przeszkodziła torunianom w oddawaniu czci utraconemu wizerunkowi Najświętszej Panienki. Kult toruńskiej Madonny trwa nieprzerwanie do dziś.

„Leżąca lwica”, Albrecht Dürer

„Leżąca lwica” to jeden z trzech zaginionych podczas wojny rysunków mistrza niemieckiego renesansu. Jak wiele innych dzieł, także to miało wzbogacić kolekcje Rzeszy, prawdopodobnie jako element ekspozycji tworzonego w Linzu muzeum. Niestety, „Leżąca lwica” do Linzu raczej nie trafiła. Wszelkie tropy urywają się w Krakowie.

Co ciekawe, do badaczy kultury informacja o tym, że rycina już nie znajduje się w polskich zbiorach, najwyraźniej nie dotarła. Jeszcze do końca lat 70. do Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego spływały z całego świata prośby o wypożyczenie rysunku na wystawy. W tym także – o ironio – z Niemiec.

„Chrystus upadający pod krzyżem”, Peter Paul Rubens

Powstały w początkach XVII stulecia szkic Rubensa „Chrystus upadający pod krzyżem” do polskich zbiorów trafił pod koniec XIX wieku. Przed wojną został uznany za jeden z najcenniejszych eksponatów w kolekcji Muzeum Narodowego. Nic dziwnego, że wśród rabujących polskie zbiory Niemców dość szybko znalazł swojego amatora. „Chrystus upadający pod krzyżem” nie jest zresztą jedynym z zaginionych dzieł najsłynniejszego z flamandzkich malarzy. Na odnalezienie czeka także „Diana i Kallisto”, szkic przedstawiający  scenkę z „Metamorfoz” Owidiusza.

„Portret młodzieńca”, Rafael Santi

Portret młodego mężczyzny pędzla samego mistrza Rafaela powstał w początkach XVI wieku. Jego odnalezienie jest chyba jednym z najbardziej wyczekiwanych sukcesów w żmudnym procesie odzyskiwania dzieł zrabowanych w trakcie II wojny światowej. W krakowskim Muzeum Czartoryskich przez lata wisiała nawet oryginalna rama obrazu, a w niej fotografia zaginionego dzieła. Tymczasem, choć w połowie lat 80. za sprawą pewnego tajemniczego Amerykanina pojawił się cień nadziei na odnalezienie obrazu, do dziś nie udało się ustalić miejsca jego pobytu. 

O „Portrecie młodzieńca” pamiętają nie tylko krakowscy muzealnicy. Nie zapominają o nim też… wielbiciele kultury popularnej. Wątek straty obrazu pojawił się w jednym z najgłośniejszych polskich kryminałów ostatnich lat.

Nieliczni odzyskani 

Udało nam się odzyskać między innymi dwa obrazy, które zaliczone zostały do strat wojennych, czyli obrazy Marcellego Bacciarellego. „Poświęcenie Świątyni Jerozolimskiej przez Salomona” oraz „Salomon otoczony niewiastami cudzoziemskimi składa ofiary bogom pogańskim” potocznie nazwany „Ofiarą Salomona”, które zostały wystawione w jednym z warszawskich domów aukcyjnych. Płótna pochodziły z kolekcji Edwarda Rastawieckiego, a w 1870 r. zostały zakupione przez Seweryna Mielżyńskiego. Ten podarował je poznańskiemu Towarzystwu Przyjaciół Nauk. W 1924 r. obrazy zdeponowano w Muzeum Wielkopolskim. W 1939 r. Niemcy „zarekwirowali” dzieła i włączyli do zbiorów Kaiser Friedrich Museum Posen. Po wojnie obrazy zostały uznane za straty wojenne i zarejestrowano je w bazie danych dóbr kultury utraconych w czasie II wojny światowej. Dzieła w 2008 r. wystawiono na sprzedaż w domu aukcyjnym. W styczniu 2013 r. udało się zabezpieczyć obrazy w domu prywatnego kolekcjonera. Obecnie znajdują się w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Do poznańskiego muzeum odzyskano także: „Połów ryb na rzece” Salomona Ruisdaela, „Sacra Conversazione” Palmy Vecchio, „Św. Jana Chrzciciela” Jose’a de Ribera, czy też „Autoportret w zbroi” Lovisa Corrintha.

W październiku 2020 r. do Muzeum Narodowego w Poznaniu powrócił po 81 latach obraz „Chata w śniegu” Michała Gorskina-Wywiórskiego. Jak zauważył wówczas wiceszef resortu kultury, Jarosław Sellin, w ostatnich 5 latach odzyskano ponad 500 obiektów. Wiceminister zwracał uwagę, że nie wszystkie zaginione dzieła znajdują się za granicą, niektóre, jak obraz „Chata w śniegu” ukrywane są w Polsce – w rękach prywatnych. Dzieło Gorstkin-Wywiórskiego zostało przez Niemców wypożyczone w 1939 r. do Żydowa pod Kaliszem, gdzie znajdowała się niemiecka jednostka wojskowa. Później obrazu nie oddali.

W 1960 r. udało się z Londynu sprowadzić do kraju zaginiony kielich Kazimierza Wielkiego z 1351 r., który był darem monarchy dla kolegiaty w Trzemesznie (powiat gnieźnieński), ale obecnie przetrzymywany jest w Krakowie na Wawelu. 30 stycznia 2007 r. przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych przekazał na ręce Metropolity Poznańskiego odzyskane księgi „Jura Vicariorium”, powstałe w XV w. Nie udało się z muzeum w Aszchabadzie, czyli stolicy Turkmenistanu sprowadzić skradzionego obrazu „Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny” z Szamotuł. Ukradli go Niemcy, ale później to Rosjanie wywieźli go na wschód, a także nie wrócono skradzionego „skrzydła ołtarzowego z Mądrego”, które powstało w 1529 r. i znajdowało się w Muzeum Diecezjalnym w Poznaniu. Przepadły wypożyczone przez Uniwersytet Humboldta w Berlinie kroniki z XIV w., napisanej po polsku i łacinie. Były przechowywane w Dąbrówce Wielkopolskiej w kościele św. Jakuba Apostoła.

W 2000 r. z Muzeum Narodowego w Poznaniu skradziono rodem z filmu obraz Claude’a Moneta pt. „Plaża w Pourville”. Mężczyzna spędzał wiele godzin w muzeum pod pretekstem szkicowania innego obrazu. Uśpił czujność pracowników i korzystając z chwili nieuwagi, wyciął obraz z ram. Na miejscu podłożył kopię. Fakt ten odkryto po paru dniach, a brak alarmów i kamer, uchronił mężczyznę przed złapaniem. Obraz odzyskano dopiero po 10 latach, gdy policjanci namierzyli mężczyznę z Olkusza, a kradzież potwierdzili za pomocą wcześniej wykonanych i zarchiwizowanych odcisków palców. Okazało się wówczas, że mężczyzna ukradł dzieło, ponieważ był fascynatem twórczości francuskiego malarza, a sam obraz ukrył w szafie.

Podsumowanie 

O tym, jakie straty ponieśliśmy w czasach wojennych, mówimy dość często w kontekście strat militarnych, czy, co przecież oczywiste, podkreślamy, jak wielu naszych rodaków poniosło śmierć. Warto jednak pamiętać, że niszczenie narodu odbywa się na wielu płaszczyznach. W powyższym artykule skupiłam się na sztuce, która przecież jest ważną częścią naszej narodowej tożsamości. Jestem pewna, że wiele z dzieł, które powinny należeć do naszego kraju, jeszcze uda się odzyskać i mimo że jawi się to, jak walka z wiatrakami, należy ją kontynuować i odzyskiwać nasze narodowe skarby. Musimy jednak liczyć się i z tym, że wiele z nich zostało po prostu zniszczonych – w końcu chciano zlikwidować całą tkankę narodu polskiego, ze sztuką włącznie. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *